Kolanowice Wieś aktywnych mieszkańców

Kolanowice plotą

Artykuł który ukazał się na łamach gazety "POLSKA Gazeta Opolska"

Kolanowice: Co to by były za dożynki bez żniwnej korony?

- Każdy chleb je i każdy musi koronę robić - powtarza pani Urszula z Kolanowic, mocując zboże do metalowego stelażu. Trzeba to robić precyzyjnie, bo "fucha nie może być zrobiona".

Wiejska świetlica z zewnątrz wygląda niepozornie. Jednak w środku panuje szaleństwo! Słychać rozmowy, pokrzykiwania, wybuchy śmiechu. Już na progu witają nas źdźbła słomy - sala wręcz w niej tonie. ośrodku kilkanaście kobiet klei kwiatki z pestek dyni czy tnie kłosy pszenicy na równe kawałki. Od kilku tygodni pracują przy koronie dożynkowej. Zwłaszcza w ostatnich dniach praca wre, bo zostało już niewiele czasu, by ją wykończyć.

- Nikt nie ma postoju - przekonuje Urszula. - Nie ma pustych przebiegów!

Przy takiej koronie pracy jest mnóstwo. Zaczynają już w czerwcu, kiedy trzeba zebrać zboże. To też nie jest takie proste - należy to zrobić w odpowiednim momencie. - Aby było ładne kolorystycznie - opowiada Krystyna Piwowarczyk, sołtys Kolanowic. - Gdy jest jeszcze niedojrzałe, takie półzielone, to po wysuszeniu robi się białe. Poza tym ścina się ręcznie, by nie zniszczyć.

Zboże wiąże się w małe snopki i wiesza na strychu na trzy tygodnie. Kolor jest też zależny od pogody. Gdy jest na przykład dużo deszczu, robi się wtedy nieładne, prawie czarne. Zboże w kolanowickiej koronie ma piękny złocisty kolor. W tym roku wieś zaprezentuje nowy model korony z nowym gesztelem. Metalowy stelaż jest robiony specjalnie na zamówienie. Cała reszta to też kwestia wyobraźni i pomysłowości. Kwiatki, podobnie jak cała korona, są wykonane tylko z naturalnych materiałów. Mamy więc różne rodzaje zboża, są też pestki dyni, fasola, kukurydza, bób, gorczyca. Stworzenie korony wymaga poświęcenia kilkunastu wieczorów. Czy warto tracić czas? - Przychodzę tu trochę dla towarzystwa, żeby porozmawiać - przekonuje Klaudia Knapf. - Praca trochę męczy, ale ktoś to musi robić.

- Przychodzimy, bo trza zrobić - mówi z przekonaniem Urszula. - Jak nie zrobimy, to co? Będziemy jedyną wsią w gminie bez korony?

Inne kobiety wtórują: robimy to dla wsi, dla tradycji, nieraz jod kilkunastu lat. Codziennie przychodzą do pomocy piętnastoletnie Dominika i Daria.
- Nie szkoda mi czasu - zapewnia Dominika nakładając delikatnie klej na kłos zboża. - Jest fajnie, dużo śmiechu.
- Muszą się uczyć. Ktoś musi po nas pałeczkę przejąć! - słychać w tle.

Natalia Musiał - "POLSKA Gazeta Opolska"