Kolanowice Wieś aktywnych mieszkańców

Poradzą sobie także w Unii

O największym gospodarstwie z Kolanowic pisała również "Panorama Opolska" w 2001 roku. Gospodarstwo Państwa Nikodem w roku 1994 zdobyło tytuł wojewódzkiego mistrza Agroligii, jako pierwsze w województwie.

Jako pierwszy na Opolszczyźnie tytuł wojewódzkiego mistrza Agroligi w 1994 r. uzyskał Konrad Nikodem z Kolanowic. Postanowiliśmy sprawdzić, co zmieniło się od tego czasu się w gospodarstwie wyróżnionym tym zaszczytnym tytułem

Gospodarstwo Nikodemów, rozłożone wśród leśnych kęp na skraju wsi, już na pierwszy rzut oka robi sympatyczne wrażenie. Okazały dom mieszkalny, pomieszczenia inwentarskie pomalowane na ciepło: beżowy kolor, wybetonowane rozległe podwórze z dużymi szopami na maszyny. Wszystko wskazuje tu, że właściciele podchodzą z sercem do swego "miejsca na ziemi" i nie szczędzą wysiłku, aby czuć się w nim dobrze.

Nikodemowie rzeczywiście lubią to swoje podleśne gospodarstwo, choć Konrad wożąc dwa razy w tygodniu tucz­niki do rzeźni Maryniaków w Namysło­wie z zazdrością przygląda się leżącym ugorem kawałkom ziemi o wiele lepszej od kolanowickich piasków. - Przydało­by mi się choć trochę pola takiej klasy -wzdycha, ale zaraz dodaje: - Z drugiej strony, włożyliśmy już w to wszystko tyle pracy i pieniędzy, że ewentualne prze­nosiny na lepsze grunty to czysta teoria. Zresztą polubiliśmy ten nasz zakątek. Wie pan, nie sztuka osiągać dobre efekty na ziemi I, II czy III klasy, ale właśnie tak jak u nas: na VI i V klasie.

Konrad Nikodem jako pierwszy na Opolszczyźnie otrzymał w 1994 roku tytuł wojewódzkiego mistrza Agroligi - a na szczeblu krajowym wyróżnienie - za efekty hodowli trzody chlewnej w obiektach na głębokiej ściółce. Miał wtedy 30 macior, odchowywał prosięta na tuczniki. Rocznie sprzedawał ok. 50 ton żywca wieprzowego. Już wtedy jego świnie odznaczały się wysoką mięsnością. W owych czasach uprawiał jeszcze sporo ziemniaków na sadzeniaki, które kontraktowała Centrala Nasienna. Oceniający jego gospodarstwo specjaliści uznali za godne szczególnego wyróżnie­nia to, iż racjonalnie zagospodarowuje duże ilości słomy właśnie stosując głęboką ściółkę. Ojciec Konrada, pan Stefan specja­lizował się w chowie bydła i trzody. W latach 70 wybudował nową oborę. Kiedy syn, który skończył zawodówkę w specjalności kierowca samochodowy i mechanik - a potem dwuletni kurs przysposobienia rolniczego -przejmował w 1990 roku 25-hektarowe gospodarstwo, było w nim 10 krów i 20 sztuk młodzieży, 3 maciory i cały ich przychówek. Konrad dość szybko eliminował bydło, a nastawił się na po­większenie hodowli świń. Wymagało to przebudowy stodoły, obory i chlew­ni właśnie pod tym kątem. Na budowę nowych obiektów nie było go stać, zwłaszcza, że huśtawka cenowa, brak stabilizacji na rynku wieprzowiny wykazywały ostrożność i wstrzemięźliwość w zaciąganiu dużych kredytów. Na ile to możliwe, zmodernizował zaadaptowane obiekty wprowadzając skuteczną wentylację, automatyczne za­dawanie paszy, urządzając porodówkę, mieszalnię pasz. Dzisiaj Nikodem trzy­ma 90 macior i rocznie sprzedaje ok. 150 ton żywca. Całkowicie zrezygnował z bydła. Przy tak dużej obsadzie zboża z 80 hektarów (30 własnych) nie wystarcza, aby wykarmić we własnym zakresie całe stado. Tym bardziej, że w porozu­mieniu z kołem łowieckim, a szczególnie z leśniczym Jarosławem Janickim z są­siedzkiego Masowa, zrezygnował z upra­wy kukurydzy na ziarno, aby nie prowo­kować dzikiej zwierzyny. Myśliwi za to na swój koszt pastuchem elektrycznym zabezpieczają zagrożone pola z ziemniakami Nikodemów, wynajmują człowieka, który ma obowiązek odstraszać sarny, jelenie, dziki. Tak przy okazji dodam: rzadki to przypadek harmonijnego i dobrosąsiedzkiego ułożenia stosunków między rolnikiem, a kołem łowieckim na terenie szczególnie narażonym na szkody w plonach. Ale Nikodem i Janicki świetnie rozumieją, że skoro są na siebie skazani, muszą współpracować.

Nikodemowie zmuszeni są dokupować kukurydzę i zboże. Robią to w okresie żniw, kiedy ceny są niższe. Magazyn o pojemności 500 ton pozwala stosować taką praktykę. - Gotowe pasze kupuję tylko dla prosiąt do osiągnięcia 20 kilo wagi - opowiada gospodarz. - Resztę paszy produkuję u siebie, w swojej mieszalni. Zmieniam i doskonalę ich recep­tury według wskazówek doradców firm, od których kupuję koncentraty. Korzy­stam z usług kilku, gdyż pozwala mi to osiągnąć korzystniejsze ceny, a poza tym zdobywam produkt najwyższej jakości. Stale czytuję też prasę fachową, utrzymuję kontakt z kolegami hodowcami trzody. Należę również do Związku Hodowców Trzody Chlewnej, ale od dość dawna jego działalność prawie zamarła. Dwa razy w tygodniu własnym transportem odwozi tuczniki, dostaje lepszą cenę i premię za dowóz. Nie miał i nie ma problemu ze zbytem tuczników. Posiada stałych odbiorców w województwie, a zgłaszają się też klienci z regionów łódzkiego i krakowskiego. Nikodem nie na­rzeka też na wahania cen, czy nadprodukcję okresową. Ma dobre, mięsne krzyżówki, na które zawsze jest opłacalny zbyt. Rzecz jasna jemu także marzy się stabilność rynku, chciałby postawić w pełni nowoczesne obiekty i nie obawiać się o spłatę kredytu.

Jako delegat Izby Rolniczej na gminę Łubiany snuł plany, by z kilkoma kolegami z samych Kolanowic, czy pobliskiej Kępy - gdzie istnieje prawdziwe świńskie zagłębie - założyć grupę producencką, która dałaby im większą siłę przebicia przy wspólnym zaopatrywaniu się np. w koncentraty, przy sprzedaży tuczników.

A może warto pomyśleć też o własnej małej masami. W urzędzie gminy nawet odbyło się spotkanie w tej sprawie, ale na razie na tym się skończyło.

Urszula Nikodem jest absolwentką technikum rolniczego. Oboje z mężem są zajęci swoim gospodarstwem, wychowywaniem dwójki dzieci (Justyna 11 lat, Klaudiusz o 4 lata młodszy), myślą też o przyszłości własnej, rodziny, całego rolnictwa. Widzą w najbliższej okolicy, jak żywiołowo dokonuje się restrukturyzacja na wsi. Mniejsi rolnicy wyjeżdżają za pracą na Zachód, rezygnują z uprawy ziemi, przekazują ją za podatek większym.

- Na miejscu trudno o robotę, sporo ludzi wegetuje, ale jak długo może trwać taki stan? Może nowemu rządowi uda się poprawić sytuację nie tylko na wsi - mówi Konrad. Nikodemowie z pewnością dadzą sobie radę i po wstąpieniu Polski do Unii. Nie mogą jednak i nie chcą zamknąć się tylko na własnym, dostatnim podwórku.

Edward Pochroń

 

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Ciasteczka pozwalają nam na gromadzenie informacji dotyczących statystyk oglądalności strony. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.